Blog

Osobiście o psychoterapii - Grzegorz Kurowski, terapeuta z Wrocławia

Prawdziwa psychoterapia, czyli wagary z nauczycielem

To, co nieodmiennie urzeka mnie w psychoterapii, to coraz śmielsze, postępujące z sesji na sesję przygotowania pacjenta do wielkiej podróży. Podróży do JA. Moment, w którym czuję, że dostałem bilet i jadę tam razem z nim przeżywam jak nieoczekiwany zaszczyt i zapowiedź czegoś absolutnie nowego. Czegoś… autentycznego. Na prawdę uciekamy z lekcji.

Wiem, że od teraz zaczyna się moja ogromną praca nad tym, żeby wycieczka mogła trwać. Zostałem zaproszony, ale na pewnych warunkach. W skrócie: ma mnie być tyle, żebym był, ale i nie dość, żebym tę wyprawę zamienił w swoją własną. Moje miejsce jet o krok za pacjentem, czasem niemal u jego boku, nigdy przed. I tak się włóczę, moi drodzy. Jeśli się z tej włóczęgi nie wywiąże, ani się obejrzymy, kiedy na powrót znajdziemy się na przeciw szkolnej ławki, wmontowani w edukacyjny dramat, w którym to ja głoszę swoją teorię człowieka, pacjent zaś niestrudzenie stara się w niej odnaleźć, ewoluować, wykonać jakich ruch. Wycieczka odwołana.

Co jest cenne w psychoterapii? Jak jej nie zabić wspólnymi wysiłkami na rzecz stagnacji?

Powyższą metaforą chciałbym wyłuszczyć rolę czegoś co – nie przychodzi mi w tej chwili na myśl nic mądrzejszego – nazwałbym doświadczeniem pacjenta. W podróży do JA (zdaje się, że nie uniknę metafor) coś zobaczył. Odkrył. Rzecz bynajmniej nie w tym, że jakaś teza się potwierdza. Nie chodzi też o odczucie, że jest się o krok od certyfikatu ze zdrowia, normalności, fajności, czy wyjątkowości, które, jakże często, wprawia nas w ekscytację. Nie mówię tu również o poczuciu, że emocjonalny rebus został ostatecznie rozwiązany i od teraz wszystko staje się jasne – są to zazwyczaj rozstrzygnięcia pełniące co najwyżej rolę ciekawostki w dyskusji z przyjacielem, tudzież życzeniowych dowodów na postawione tezy w branżowych studiach przypadków.

Doświadczenie, powstałe w wyniku eksploracji pacjenta to proces realizujący się w wielu, subtelnych doznaniach. Jednym z nich jest choćby stan, w którym wyrażana treść, jak gdyby uwolniona, sama się mówi i jest słyszana jak novum, pewien nieplanowany wtręt, jednocześnie w poczuciu, że to musi być moje, wszak Ja to mówię (a może: JA to mówi :-)). Są to często momenty stanowiące wyłom w naszym po stokroć już zatwierdzonym i posegregowanym wyobrażeniu na własny temat. Bywanie w terapii na granicy takiego przeżycia u pacjenta pozostaje dla mnie bezcenne. Daje możliwość płynnego przejścia od intelektualnych pajęczyn, tkanych w poszukiwaniu drogi wyjścia z cierpienia do innego typu mówienia – wyrażającego coś, wyzwolonego, nieśmiałego i nieprzejednanego zarazem niczym pierwsze kroki dziecka. Budowanie wiedzy o sobie w takim procesie nie ma już nic wspólnego z implementacją czegoś z zewnątrz, jak to się dzieje w bardziej edukacyjnym trybie terapii. Coraz ciężej mówić o moim objawie czy mojej osobowości z poziomu pojęć – o moich atakach paniki, depresji, moim borderline. Język psychopatologii – choć na pewnym etapie może dawać oparcie – nie wytrzymuje naporu poszerzającego sie pola doświadczenia. Innymi słowy, tak bardzo zaczynam siebie czuć, słyszeć, rozumieć, że choć mógłbym opisać sie wtórnie w narracji (często podejmowanej w początkach terapii) typowej dla klinicznego studium przypadku, to ważniejsze wydaje mi się, że wiem, co czuję, co się we mnie dzieje i o co mi właściwie chodzi.

Choć nakreślam tylko przykład realizacji procesu doświadczania w psychoterapii, uważam, że w całej swej złożoności jest jej centralną przestrzenią. Praktyka podsuwa mi obserwację, że to co posuwa na przód, choć chętnie przyodziewa się w formę językową, w swej istocie pozostaje doznaniowe. Warunkiem doznania jest zaś wolność eksploracji. JA musi zyskać ten słodko-gorzki przywilej prowadzenia własnej ekspedycji badawczej.W istocie, wydaje się, że skrycie ta potrzeba i tak jest realizowana. Ten tajny aspekt naszych spotkań – rzecz jasna trzymając się szkolnych metafor – zobrazowałbym mniej więcej tak:

Początkowo wspólnie staramy się skonstruować znaną i bezpieczną konfigurację. Ty, siadając wygodnie w szkolnej ławce, pragniesz być częścią czegoś większego, oprzeć się na wiedzy eksperckiej. Ja zaś, jak przystało na eksperta, staje się tym, który coś wie. Nie wiedząc, rzecz jasna, czułbym się niepewnie i nie odpowiedzialnie. Więc wiem. W obsesji wiedzenia sukcesywnie ogłaszam Ci moje odkrycia i oczywiście wolałbym, żeby przynajmniej część z nich stała się Twoimi. I wydawałoby się, że możemy tak trwać, we wspólnym bowiem interesie jest przeciwstawić chaosowi pewien porządek. Jednakże któregoś razu zerkając w Twój notatnik, ku swemu zaskoczeniu odkrywam, że jest on pełen Twoich, niezależnych ekspertyz. Przy najszczerszych intencjach obu stron, to na co się umawiamy, staje mrzonką. Chcesz tego czy nie, prowadzisz własny dziennik odkryć.

A więc kierując sie własną wrażliwością i potrzebami dążyłeś do własnej eksploracji podczas swojej prywatnej – nic mi do tego – psychoterapii. Jeśli to dostrzegam, zaczynam być ciekawy. Zadaję pytanie – równie ważne, jak dla niektórych pacjentów i samych terapeutów pytanie o to w jakiej orientacji pracuje terapeuta (psychodynamicznej, gestalt, poznawczo-behawioralnej) – w jakiej orientacji pracuje pacjent? A na głębszym poziomie: nad czym właśnie pracuje JA? I tu następuje prawdziwe zbliżenie. Jeśli jest taka sposobność, możemy spotkać się w jakiejś wspólnej przestrzeni, na moment zrobić z dwóch psychoterapii jedną. Jeśli pozwolę by człowiek który siedzi na przeciwko mógł okazać się bogatszy od mojej teorii człowieka, stworzę tym samym przestrzeń dla jego eksploracji. Być może zerwiemy się z lekcji.

Napisz Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Osobiście o psychoterapii - Grzegorz Kurowski, terapeuta z Wrocławia

Prawdziwa psychoterapia, czyli wagary z nauczycielem

To, co nieodmiennie urzeka mnie w psychoterapii, to coraz śmielsze, postępujące z sesji na sesję przygotowania pacjenta …

O samorealizacji - psychoterapeuta z Wrocławia Grzegorz Kurowski

Zakręty samorealizacji

Nie jestem przeciwnikiem samorealizacji. Osobiście uważam, że kontakt ze samym sobą, dotykanie czegoś pierwotnego i …

Przegląd filmowy - Gabinet psychoterapii we Wrocławiu

Co oglądać żeby nie zwariować – mini przegląd filmowy

Film, podobnie jak tekst literacki, może poruszać, inspirować, stanowić odpowiedź na nasze bieżące dylematy. Postacie …